Trevor Andrew z Halifax wprowadza streetwearowe spustoszenie do Couture jako Gucci Ghost

Obrazy na Instagramie

Dwadzieścia lat temu, w małym centrum handlowym na obrzeżach Halifax, Trevor Andrew świętował udane zawody snowboardowe, kupując swój pierwszy kawałek Gucci. Teraz, w wieku 37 lat, Andrew projektuje dla nich. Wypełniając lukę między wtedy a teraz, kanadyjski eksport wziął udział w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich 1998 w Nagano, a także Zimowych Igrzyskach 2002 w Salt Lake City. Dziś jest mózgiem najnowszej linii ulicznej Gucci (której elementy nosili tacy jak Beyonce, Elton John, Madonna i Rihanna – żeby wymienić tylko kilka). Ma teraz kilka następujących 53 000 na Instagramie — gdzie dokumentuje fragmenty swojej pracowni, rodziny i codziennego życia między godzinami malowania, rodzicielstwa i podróżowania po świecie. Ale pomimo jego aktywnej obecności w Internecie niewiele osób wie zbyt wiele o człowieku stojącym za sztuką.

Andrzej, vel Kłopot alias Gucci Ghost, to urodzony w Nowej Szkocji sportowiec i artysta, który od około 15 lat mieszka w Nowym Jorku. Twórca w każdym tego słowa znaczeniu, od lat tworzy również muzykę, która pojawia się głównie w filmach o deskorolce i snowboardzie. Trzy lata temu Andrew rozpoczął swoją misję, aby zwrócić uwagę Gucciego – w tym narodziny jego alter ego, charakterystycznego projektu i imiennika niedoszłej współpracy: Gucci Ghost – poprzez popychanie projektu artystycznego na jak najwięcej platform ” żeby albo mnie pozwali, albo zatrudnili”.



W końcu skontaktowałem się z nieuchwytnym projektantem, aby dowiedzieć się więcej o tym, jak dotarł do tego, gdzie jest i dokąd zmierza. Jeździł na deskorolce do swojego studia na Brooklynie zaraz po tym, jak żona zwolniła go z obowiązków ojca, Santigold .

Noisey: Twoje prawdziwe imię to Trevor Andrew, ale mówisz też Trouble Andrew i Gucci Ghost. Jak cię nazywają twoi przyjaciele?
Trevor Andrzej: Moi przyjaciele nazywali mnie Trevor. Albo kłopoty. Albo Gucci Ghost — nie wiem — myślę, że to zależy od tego, jakiego przyjaciela i jak mnie znają.

Skąd się biorą kłopoty?
Szczerze mówiąc, nie jestem pewien — to trochę stare. Kilkoro moich znajomych zaczęło to powtarzać prawdopodobnie, gdy miałem 16 lat. To trochę zabawne, bo tak naprawdę nie byłem złym dzieckiem ani nic takiego. Myślę, że kiedyś znajdowałem się w zabawnych sytuacjach, [ale] szczerze mówiąc, nie wiem. Moja mama nazywa mnie Trevor.

Tak więc kilka Halloween temu wycinałeś dziury w prześcieradle Gucci i nazywałeś siebie Gucci Ghost przed wyruszeniem do Nowego Jorku. W pewnym sensie stworzyłeś to alter ego dla siebie, zanim w końcu został zauważony przez dyrektora kreatywnego Gucci, [Alessandro Michele]. Jak to wszystko faktycznie przełożyło się na obecną współpracę Gucci?
Myślę, że właściwie zaczęło się od tweeta [do Gucci]. A potem zacząłem rysować [Gucci Ghost]. Jestem dość obsesyjną osobą, więc po prostu naprawdę poszedłem na całość do punktu, w którym przyjaciele i rodzina powiedzieli: „co to jest, oszalałeś?” Ale naprawdę zacząłem mieć jasną wizję tego, w jaki sposób można to zastosować do marki i stało się to częścią projektu artystycznego — sprawienie, by marka zauważyła, co robię.

Ludzie po prostu powtarzali: „wiesz, że zostaniesz pozwany, o co chodzi, Gucci nigdy by z tobą nie rozmawiał”. Wtedy byłem jeszcze bardziej zmotywowany, ponieważ powiedziałem: „wiesz, pieprzyć to – właściwie w to nie wierzę”. Ciągle myślałem sobie: „cholera, wystarczyłaby odpowiednia osoba, żeby to zobaczyć”. A potem Alessandro natknął się na to przez wspólnego przyjaciela, co jest dziwne, bo ten przyjaciel (Ari Marcopoulos) pojawia się w moim życiu w naprawdę ważnych momentach. Jest fotografem, którego poznałem podczas moich snowboardowych lat, kiedy byłem młody. Właściwie był tam na pierwszych zawodach, w których brałem udział, w których kiedykolwiek wygrałem, i był to swego rodzaju początek mojej kariery, po której wróciłem do Nowej Szkocji, pojechałem do Bedford, poszedłem do centrum handlowego i kupiłem zegarek Gucci z wygranymi. Był to pierwszy luksusowy przedmiot, jaki miałem w życiu.

Nie rozmawiałem z [Ari] od kilku lat i ponownie połączyliśmy się [w Halloween] w Nowym Jorku. Zatrudnił go Alessandro, by w tym roku nakręcić lookbook dla Gucci, więc potem pojechał do Włoch i uderzył mnie, wiedząc, że będę super maniakiem, że on dla nich pracuje. Powiedział po prostu: „Hej, wyślij mi kilka zdjęć niektórych obrazów i rzeczy, które tworzyłeś”. Więc wysłałem mu kilka zdjęć ubrań i obrazów oraz wideo z mojego studia, a on odpisał i powiedział: „O Boże, oni myślą, że jesteś fajny, oni cię kochają”. A potem przez miesiąc nic nie słyszałem, a 3 stycznia odebrałem telefon z Rzymu.

Chociaż przez cały czas naprawdę w to wierzyłem, w tamtym momencie było to naprawdę surrealistyczne. Musiałem jeszcze raz sprawdzić telefon. Więc wtedy zadzwoniłem do nich i powiedzieli: „Czy chcesz przyjechać do Rzymu w przyszłym tygodniu i porozmawiać z nami o współpracy?”. Więc poleciałem do Rzymu i przywiozłem dwie walizki pełne obrazów, ubrań, toreb i dysków z pomysłami, a Alessandro otworzył torbę i przejrzał ją. Od tego momentu miałem wskazówki i zobaczyłem, co go naprawdę pociągało.

Czy wierzysz w zbieg okoliczności, czy to wszystko z premedytacją i dobrze przemyślane — coś, co zawsze sobie wyobrażałeś?
Po prostu wierzę, że możesz wierzyć w coś tak bardzo, że może to stać się rzeczywistością — czy to dobre, czy złe. Mam na myśli to, że w tym momencie miałem tę wizję i byłem jak to by naprawdę zadziałało. Tak więc myślę, że po trochu z obu. Domyślam się, że to, co wypuszczasz, w pewnym sensie wraca. Chyba że masz totalne urojenia, które prawdopodobnie były momenty, w których czułem się jak cholera ja się potknąłem? Ale potem po prostu w to wierzyłem.

Czy masz jakichś hejterów, którzy krytykowaliby to, co robisz z Gucci, mówiąc, że może to tandetne lub niemarkowe? Z jakim luzem spotkałeś się?
[Śmiech. ] Nie, nie mam. Naprawdę nie, ale to znaczy, nieważne. Każdy ma prawo do własnej opinii, więc tak naprawdę nie przeszkadza mi to zbytnio – albo w ogóle, naprawdę. To nie tak, że nigdy nie powiedziałem o sobie nic złego, ale wiem, że moje intencje są czyste. Po prostu staram się być szczęśliwy i na tym się skupiam. Tak naprawdę nie skupiam się na nieszczęściu i gównie innych ludzi.

Więc stawiasz Gucciego na głowie. Umieszczasz tagi graffiti na torebkach za 4000 USD i koszulkach za 400 USD, a kupują je ludzie tacy jak Rihanna i Elton John. Jakie to uczucie?
Tak, to całkiem ekscytujące. Po prostu praca z Gucci, to oczywiście taka duża platforma, która pozwala mi dotrzeć do wielu ludzi. Po prostu widzieć, jak ktoś kupuje coś i jest podekscytowany lub jest w sklepie – to dla mnie tak samo ekscytujące, jak zobaczenie w nim celebryty. Ponieważ mogę odnieść się do doświadczenia wejścia i zakupu czegoś — ponieważ nie dorastałem mając rzeczy od projektantów. To uczucie kupowania czegoś, co jest naprawdę dobrze wykonane i jest bardzo dumne – to sprawia, że ​​jestem szczęśliwy, widząc szczęśliwych innych ludzi.

Gdybyś mógł wybrać jakiegoś artystę, sportowca lub celebrytę, który miałby zostać zauważony w twoich ubraniach, czy masz na myśli jednego, na którego by się panikowała?
Byłem bardzo podekscytowany, widząc ostatnio 21 Savage w kostiumie… [i] Gucci Mane. Mam na myśli, że GG Allin byłby fajny, ale nie żyje. Wielu martwych ludzi, chciałbym je nosić. Większość moich bohaterów to martwi ludzie.

Jak widzisz swoją relację z Gucci w przyszłości?
To zabawne, bo kiedy odebrałem od nich telefon, nikt z nas nie wiedział, jak daleko już dotarlibyśmy. Myślałem, może zrobię odcisk czy coś i myślę, że oni myśleli tak samo. Ale potem wszedłem tam z tak wieloma rzeczami i po prostu wibrowaliśmy tak mocno, że przekształciliśmy się w kobiecą kolekcję jesień/zima, która miała w sobie całkiem sporo kawałków. I to trafiło do kolekcji Cruise, która trafiła do letniej kolekcji, a teraz robimy te wydarzenia. To był naprawdę najbardziej organiczny związek, jaki można sobie wyobrazić – od miejsca, w którym zaczęliśmy do miejsca, w którym jesteśmy teraz. Po prostu nie przykładaliśmy do tego zbyt dużej wagi i dobrze się bawiliśmy, a wydaje się, że po prostu rośnie — co jest niesamowite

Czy jest jakieś miejsce, w którym szukasz inspiracji do swoich projektów?
Myślę, że wszędzie. Po prostu podróżuję i jestem wystawiony na tyle, ile mogę. Miałem szczęście podróżować przez większość mojego życia. Oczywiście dużo czasu spędziłem w Nowym Jorku, ale wcześniej w moim życiu dużo czasu spędzałem w górach, które są cichsze i spokojniejsze. Myślę, że mam całkiem niezłą równowagę pomiędzy szaleństwem a ciszą.

A propos ciszy, jesteś z Falmouth w Nowej Szkocji?
Tak .

Czy byłeś kiedyś w Nowej Szkocji — czy nadal masz tu rodzinę?
Tak, całkowicie. Oboje moi rodzice nadal tam mieszkają. Więc wracam tak często, jak tylko mogę, ale zwykle kończy się to jak dwa lub trzy razy w roku. Mam też rodzinę poza Vancouver, w Squamish. Mieszka tam mój brat i ja też mam tam miejsce, więc trochę podskakuję między wschodem a zachodem.

Jesteś żoną Santigolda. Jak to jest być tak odlotową parą władzy?
[Śmiech .] Byliśmy razem od zawsze. Byliśmy razem, zanim była Santigoldem i zanim zrobiłem cokolwiek z tych rzeczy. Minęło prawie 15 lat, więc tak naprawdę nie widzę tego w ten sposób. To znaczy, jestem z niej bardzo dumny. Mamy swoją niezależność w sposobie, w jaki tworzymy rzeczy, ale dzielimy się i rozumiemy, przez co oboje przechodzimy – będąc w trasie i tak dalej – więc jest to naprawdę miłe i prawdopodobnie dlatego jesteśmy tak długo razem. Ale mam na myśli, że fajnie jest być tam przez całą podróż i widzieć wzloty i upadki. Bycie artystą nie jest tak konsekwentne – musisz naprawdę w tym być i naprawdę tym żyć i być temu oddanym – w przeciwnym razie prawdopodobnie nie wyjdzie.

A wy macie razem dziecko — ile on ma lat?
Mamy dwuipółletniego syna. Nazywa się Rad.

Jak R-A-D?
Tak.

To jest wspaniałe. Głośno napisałem artykuł o tobie w 2013 roku . Czy nadal robisz karierę muzyczną?
Nie powiedziałbym nawet, że kiedykolwiek robiłem karierę muzyczną. Myślę, że po prostu tworzyłem muzykę. Nadal tworzę muzykę. Od jakiegoś czasu pracuję nad niektórymi rzeczami, ale nie mam i nigdy nie miałem wytwórni ani czegoś, co czyniłoby mnie legalnym w świecie muzyki. Po prostu zawsze lubiłem tworzyć i grać muzykę. Nawet pierwsza muzyka, jaką stworzyłem, nigdy tak naprawdę nie miałam zamiaru jej wydać. To było tylko [z powodu] zachęty ze strony innych ludzi, takich jak Santi. Naprawdę zrobiłem to tylko po to, żeby zabić czas. Społeczność wspierała go i umieszczała w filmach [skating lub snow] i innych rzeczach — to właśnie zachęciło mnie do umieszczenia go wszędzie tam, gdzie ludzie mogliby go odkryć.

„Life is Gucci” wydaje się być twoją mantrą w mediach społecznościowych. Czy czujesz się zmuszony do pokazania ekskluzywności marki, z którą nawiązałeś współpracę, czy Gucci naprawdę stał się całym twoim życiem?
Tak, mam na myśli, że to bardziej przesłanie, aby być pozytywnym. Gucci reprezentuje dobro i odkryłem, że jest to coś, co możesz powiedzieć, a ludzie rozumieją, że mówisz, że to dobre lub wspaniałe. Wydało mi się to intrygujące w marce. To dla mnie naprawdę wyjątkowe i zabawne, gdy bawię się ze sztuką – lubię wprowadzać pozytywne wibracje w świat. Więc to [po prostu trochę] wspiera ten pomysł.

Czy uważasz, że jesteś najlepszy w tym, co robisz, czy uważasz, że jesteś jedyną osobą, która robi to, co robisz? Jeśli chodzi o projektowanie mody, czy jest konkurencja, czy po prostu stworzyłeś zupełnie nową kategorię?
Cholera, tak naprawdę nawet o tym nie pomyślałem. Zdecydowanie nie byłbym w stylu: „Jestem w tym najlepszy” lub jako jedyny, który to robi. Jestem tylko sobą i robię to tak, jak to robię. Myślę, że do tego sprowadza się to – do wzięcia wszystkich twoich wpływów i wszystkich twoich doświadczeń, przetworzenia ich i wypuszczenia ich z powrotem na świat w sposób, który jest dla ciebie szczery. I myślę, że to właśnie przemawia do ludzi. Jestem bardzo dumny, że to ja robię to, co robię z Gucci i to ekscytujące widzieć ludzi reagujących w taki sposób. Po prostu robię sobie. Nie sądzę, żeby chodziło o bycie najlepszym, myślę, że chodzi o bycie sobą.

Hillary Windsor jest pisarką mieszkającą w Halifax. Śledź ją na Twitterze. Śledź ją na Twitterze.